wizyt: 1457135

Polemiki, komentarze » Przestrzeń miasta

Artykuł pochodzi z 1. numeru Obserwatora

 

 

 

Subiektywnych myśli kilka o bielskim Rynku

 

Autor - Cezary Wasilewski

 

Wizja

Wyobraź sobie plac okolony starymi kamienicami. Wchodząc nań czujesz, że w tym miejscu od wieków tętniło życie. Kupcy wystawiali towary sprowadzone z dalekich krajów, mieszczanie spotykali się, plotkowali, wymieniali się mniej lub bardziej poważnymi informacjami. Lokalny kandydat na świętego głosił prawdy objawione; tuż obok, spętany na pręgierzu złodziejaszek czekał, aż minie czas wyznaczonej kary… Rozglądasz się uważniej. Nie które z budynków pysznią się kolorowy mi fasadami, inne, tuż obok, zauraczają zmurszałą starością. Pod ścianami kamienic stoją kawiarniane stoliki, wszystkie wyciągnięte z lamusa, każdy inny. Przy nich różnorakie fotele i krzesła. I choć tak różne od siebie, razem tworzą intrygującą całość. Aż chce się tam przysiąść, więc siadasz. Pijąc kawę dostrzegasz, jak wielki jest kontrast między starością budynków, a sterylną nowością płyty rynku. Ciut drażni to twoje poczucie harmonii, ale napięcie powoduje, że zastanawiasz się, co z tym można zrobić. W wyobraźni wypełniasz przestrzeń sześcianami w żywych barwach, o różnych wielkościach i fakturach. Bawisz się tym. I nawet nie wiesz, kiedy i jak to miejsce sta je się ważne. Kończysz kawę, odchodzisz, ale wracasz tam kiedy się tylko da. Przy prowadzasz przyjaciół, opowiadasz o swoich wizjach, słuchasz ich po my słów. Zaczyna się budować nowy (cokolwiek to znaczy) potencjał. Poznajesz właścicieli rynkowych sklepów, restauracji i galerii. Powstają coraz nowe wizje i projekty, część z nich zaczynacie wspólnie realizować. Raz jest to targ staroci, innym razem – prezentacje kuchni świata lub nocna projekcja filmu. Działań jest co raz więcej. Mieszkańcy miasta zaczynają bywać częściej i tłumniej, bo wiedzą, że tu zawsze dzieje się coś intrygującego. A że nigdy niewiadomo, co i kiedy, to zaglądają kiedy się tylko da, by nie prze gapić czegoś istotnego. Niektórzy tylko się przygląda ją, ale część z nich zaczyna przynosić własne pomysły…

A gdy opowiadasz o tym miejscu znaj mym z innych miast czy krajów, mówisz „u mnie jest wyjątkowe miejsce, musicie je zobaczyć, nigdzie indziej tego nie ma”.

 

Sen szaleńca czy potencjalna realność?

Wśród znajomych robiłem wręcz za dewianta, bo podobało mi się to, co zrobiono ze starówkowym rynkiem. Podobało mi się zderzenie starych kamienic z przestrzenią kamiennej płyty i nie przeszkadzały mi nawet, niewiadomo skąd wyrosły, Neptun czy zwalistość (bo tak wy szło robotnikom) postumentu pod figurą św. Nepomucena. Broniłem nawet (choć już z mniejszym prze konaniem) wy stających nad poziom płyty studni i pomnika wagi miejskiej. Często specjalnie nadkładałem drogi, byle tylko, przez moment pobyć w tej przestrzeni. Czułem tam potencjał dobrej energii. Była tam, tym bardziej, że postrzegałem Rynek jako dobrze współgrający z Placem Chrobrego. Tu dygresja – wiem, wiem, też kontrowersyjny projekt i też zabrał zieleń, wiem – koniec dygresji. Tyle, że zmiana Pigalaka spowodowała nowy przepływ energii – szerokie schody kierują do góry, na starówkę, gdzie, po przejściu przez którąś z wąskich uliczek, wchodzimy na Rynek, a tu energia zaczyna krążyć zamknięta ścianami kamienic. A dużo kłębiącej się energii to potencjał.

 

Aż się prosiło

Takie zderzenie, starych, zaniedbanych (wówczas) kamienic z czystym bezwyrazem nowych płyt aż prosiło, by zrobić tam, większe bądź mniejsze, dobre i twórcze zamieszanie. Zrobiliśmy więc Festiwal Ulicy Wzgórze. I jedna z dróg dojścia do Rynku ożyła. Od rana do nocy ludzie spotykali się, rozmawiali, uśmiechali się do siebie, współtworzyli atmosferę i czas. Dla mnie sukcesem było, gdy tuż po 22.00 (a zezwolenie mieliśmy do 15.00) przy jechała Straż Miejska i grzecznie, jak zwykle zresztą, poprosiła, by już przenieść się z ulicy do wnętrz, bo wszak cisza nocna jest. Znaczyło to dla mnie, że faktycznie jest tam potencjał i ludzie (nawet ci, którym zmiana Rynku zbytnio się nie podobała) chętnie włącza ją się we współtworzenie nowej, twórczej atmosfery. Nowy stary Rynek spokojnie towarzyszył Festiwalowi i czekał na swój czas.

 

Czas Rynku

I Rynek się doczekał. Pojawili się inwestorzy, powstały nowe galerie, sklepy i restauracje. Bielszczanie zaczęli bywać tu, choćby po to, by zobaczyć futurystyczny zegar. Zaczął się ruch. Dzieci bawiły się w fontannie, młodzież jeździła na deskach, zakochani całowali się na ławkach. Zdarzały się koncerty. Słowem, szło w dobrym kierunku. Aż przyszła wiosna A. D. 2008.

 

Jest jak wszędzie

I po jawiły się ogród ki, choć lepiej o nich mówić – ogrodziszcza piwne. Zdecydowana większość przestronnego dotąd placu została zawłaszczona przez firmowe ławy, stoły i parasole jednego z browarów. Żeby było jasne, nie mam nic do piwa, chodzi o przestrzeń. A przestrzeń zniknęła. Z trudem można zobaczyć kamienice. Napięcie pomiędzy starością murów i nowością płyty poczuło się zdecydowanie nie na miejscu i odeszło gdzieś. Rozmawiając ze znajomy mi, trochę się żaląc na tę zaskakującą mnie zmianę, usłyszałem: „Czego ty chcesz? Jest fajnie. Wszędzie tak jest.”

 

Pytania

I tak do szliśmy do konkluzji. Czy aby na pewno warto tworzyć przestrzeń „taką jak wszędzie”? A jeśli już tak robimy, to co z tego wyniknie? Czy np. nasze dzieci chłonąc tę „takąsamość” będą w stanie wyrosnąć na indywidualne osobowości? I tak ciut ekonomiczniej. Czy opłaca się być takim samym jak inni? Wszak budują się kolejne centra rozrywkowe – a ich takiej samości przebić się nie da, będą miały wszystkiego więcej, od parkingów przez sklepy, po wielkość parasoli.

 

Odpowiedzi

Moje odpowiedzi są proste. Nie warto. Nic dobrego z tego nie wyniknie. A i dzieci żal. Nie opłaci się

to też przedsiębiorcom, bo przegra ją z centrami rozrywki. I będą czekać od festynu do festynu aż przyjdą „tacy sami” ludzie. Posłucha ją, popatrzą, może coś zjedzą i popędzą tam, gdzie „takasamość”

jest większa. Bo ludzie chcą różnorodności i jeśli nie dostaną nic niezwykłe go, to pójdą tam, gdzie jest wygodniej i więcej.

 

A Ty, co o tym sądzisz?

 

Komentarze

2008-07-30 18:07

autor:
Bywalec

Co dalej?
No dobra, ale co z tym można zrobić?!


temat:

treść:

podpis:


Działania w OKO

♦ Warsztaty gitarowe
♦ Forum filmowe
Teatr tekstu


FORUM DYSKUSYJNE


WSZYSTKIE DZIAŁANIA
OKO SĄ BEZPŁATNE

Od 1 sierpnia 2008
Stowarzyszenie Akademia Wspierania
Rozwoju Człowieka 
zaangażowało się
w partnerskie  prowadzenie
Ośrodka Kreatywności Obywatelskiej
więcej

Kontakt

█ Siedziba główna
ul. Komorowicka 15
43-300 Bielsko-Biała

033 810 39 40
0 519 665 967

pn. – pt.  godz. 10.00–18.00

Dział obywatelski    Dział kultury
Dział edukacji     Dział informacji


█ Reintegracja osób starszych

ul. Kosynierów 22
43-300 Bielsko-Biała

 033 822 07 91
0 501 561 370

 

pn. – pt.  godz. 7.00–11.00

więcej informacji 

█ Koordynator projektu

Ośrodek jest przystosowany
dla osób niepełnosprawnych

 
WOLONTARIAT
Dysponujesz wolnym czasem?
Chcesz zrobić coś dla innych?
Zapraszamy do współpracy.

Projekt nr 10277/FOP07/2/MA/1375 – Ośrodek Kreatywności Obywatelskiej (OKO) – został zrealizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz budżetu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych
Operator – Fundacja Fundusz Współpracy, ul. Górnośląska 4a, 00-444 Warszawa tel.+48 22 45 09 868, fax+48 22 45 09 803,
 www.funduszngo.pl, fop@cofund.org.pl.
Projekt realizowany przez Stowarzyszenie Mieszkańców Osiedla im. Wojewody Grażyńskiego SMOG
w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Wspierania Działań Kulturotwórczych
Uwaga Kultura
Strona kojarzona ze słowami kluczowymi: oko bielsko, oko, rada osiedla, wolontariat